.
aktualnosc obraz

Zrozumieć polskie wino - Elżbieta Kuligowska

1 czerwca 2022 15:19

Patrząc na moich znajomych winiarzy, w podobnym wieku i patrząc na wina, które robią, to też chciałabym iść w tym kierunku co oni. Tak odważnie.



Nowa winnica i młodzi winiarze, od pierwszego rocznika weszli na rynek przebojem mimo pandemii. Zdobyli wiele wyróżnień i uznanie konsumentów. Ich wina możecie znaleźć na półkach jednej z największych sieci handlowych w Polsce.

Poznajcie Elżbietę Kuligowską z Winnicy Milsko.

 

EnoPortal (Katarzyna Korzeń): Ile litrów/hektolitrów będziecie produkować średnio, rocznie z Waszych 10 ha?

EK (Elżbieta Kuligowska): Nasze 10 ha pozwoliłoby na to, żebyśmy mogli zrobić około 90 – 100 tyś. hl. Docelowo będziemy robić 70 tyś. W tym roku prawdopodobnie, pierwszy raz tyle zrobimy. Do tej pory nie dopuszczaliśmy do pełnego owocowania, bo winnica jest młoda. W tym roku po raz pierwszy pozwolimy na pełne owocowanie, ale ograniczymy owoc, bo chcemy kłaść nacisk na jakość, a nie na ilość.

EnoPortal: Pierwsze dwa lata sprzedaży były specyficzne – startowaliście w pandemii. W poprzednich rocznikach mieliście mniej butelek. Jak powiedziałaś, w tym będzie ich zdecydowanie więcej. Czy jesteście spokojni o popyt na taką ilość Waszego wina?

EK: Winnicę zakładaliśmy w 2016 roku. Wtedy absolutnie nie mogliśmy przewidzieć tego, że wydarzy się pandemia. Sprzedaż zaczęliśmy we wrześniu 2020 roku, na Winobraniu w Zielonej Górze, w samym środku pandemii. Było ciężko. Na początku było bardzo ciężko. Jako nowa winnica, z takim dużym zasobem wina nie mieliśmy łatwo. Po debiucie na Winobraniu, przez cztery miesiące nie sprzedaliśmy ani jednej butelki wina. Musieliśmy coś zrobić. Zaczęliśmy dużo jeździć na targi produktów regionalnych w Zielonej Górze, żeby klienci mogli nas poznać. To była trudna decyzja, bo to była praca w każdą niedzielę, co w sumie oznaczało pracę siedem dni w tygodniu. To zrobiło świetną robotę. Klienci, szczególnie tutejsi, okoliczni zaczęli się interesować tym, że pojawiła się nowa winnica. Opowiadaliśmy o naszej winnicy, że jest bardzo duża, pięknie położona – nad samą Odrą. Klienci chcieli do nas przyjeżdżać, zobaczyć jak to wygląda, jak powstają nasze wina. Wszystko zaczęło się rozkręcać.

Mimo, że początki były trudne, to na ten moment nie boimy się zrobić takiej ilości wina. Mamy już wielu klientów. Nie boimy się również ze względu na nawiązanie współpracy z Lidlem. Mamy nadzieję, że będziemy ją kontynuować.

EnoPortal: Jesteś kolejną osobą, która potwierdza, że dla winiarza uczestnictwo w targach nie stricte winiarskich, ale związanych z produktami regionalnymi – zwłaszcza z jedzeniem, to bardzo dobry pomysł. Wino idzie w parze z regionalizmami, dobrym jedzeniem i przyjemnościami.

EK: Tak. Na targach, na których my się wystawiamy jesteśmy jedynym stoiskiem z alkoholem. Reszta to sery, wędliny, chleby i rzemiosło. Klienci są bardzo zadowoleni, że mogą sobie kupić do obiadu lokalne, regionalne wino. Takie targi to dobry kierunek dla winiarzy.

 

 

EnoPortal: Za winifikację jesteś odpowiedzialna głównie Ty. Czy taka odpowiedzialność to dla Ciebie duże obciążenie psychiczne? Czy kolejne roczniki są coraz mniej stresujące?

EK: Początki były okrutnie stresujące. Bez żadnego doświadczenia, poza pomocą tacie, kiedy robił wino w małych, szklanych balonach. Profesjonalna produkcja wina to zupełnie co innego, nie trudno popełnić błąd. Teraz czuję się już dużo bardziej odważna. Wiem co robię. Niedługo będziemy kończyć wino z trzeciego rocznika i szykujemy się do dużego 2022. Zdarzają się błędy, ale mamy bardzo dużą pomoc ze strony innych winiarzy z lubuskiego. Zawsze mamy gdzie zadzwonić i zapytać o radę.

EnoPortal: Czy to, że swoją pracę z winem zaczęłaś w stosunkowo młodym wieku uważasz za atut? Doświadczenie jest bardzo ważne, ale im jesteśmy starsi tym bardziej ograniczają nas przyzwyczajenia i stereotypy. Ludzie młodzi mają bardziej „otwarte umysły”, są odważniejsi i skorzy do eksperymentów. Czy w winiarstwie to ważne?

EK: Patrząc na moich znajomych winiarzy, w podobnym wieku i patrząc na wina, które robią, to też chciałabym iść w tym kierunku co oni. Tak odważnie. Na razie stawiam pierwsze kroki i idę dość bezpiecznie, tak jak sztuka winiarska nakazuje. Chociaż mamy już na swoim koncie wino trochę inne, bo zrobiliśmy cabernet cortis - pinot noir na biało. To wynikło trochę z konieczności, bo w pierwszym roku produkcji nie mieliśmy możliwości maceracji. Ostatecznie wino ma barwę pomarańczową. Bardzo intryguje klientów i są nim pozytywnie zaskoczeni.

EnoPortal: Czy masz dużo okazji do degustowania polskich win? Czy lubisz polskie wina?

EK: Tak. W związku z tym, że staramy się pokazywać na wielu festiwalach, między innymi byliśmy aż w Jaśle. To jest bardzo fajna okazja nie tylko do tego, żeby wyjść do klientów, ale też do tego, żeby poznać winiarzy i spróbować win z innych regionów Polski. Mamy też z winiarzami taki zwyczaj, że wymieniamy się butelkami, żeby sobie popróbować.

Jestem zachwycona polskimi winami. Ja bardzo lubię wytrawne wina, a polskie wytrawne wina są świetne. Mamy spory zapas polskich win w naszej piwniczce.

EnoPortal: Winiarstwo to przedsięwzięcie długoterminowe. Czy czujesz, że to jest to co chcesz w życiu robić? Odnajdujesz się w tej pracy?

EK: Zdecydowanie tak. Nasze zaangażowanie w winiarstwo wyszło bardzo naturalnie. Rodzice podjęli decyzję, że sadzą winnicę i my zaczęliśmy przy niej pracować - już przy małych sadzonkach. Też jakoś tak naturalnie wyszło to, że ja zaczęłam robić wino. Bardzo podoba mi się ta praca. Nigdy nie myślałam, że zostanę winiarką, ale tak wyszło i jest bardzo fajnie. To niezwykle satysfakcjonująca praca. Kiedy wino wyjdzie, kiedy smakuje klientom, kiedy zdobywa nagrody – to bardzo buduje i dodaje wiatru w skrzydła.

 

 

EnoPortal: Nie pierwszy raz opowiadasz, że to wszystko potoczyło się tak „naturalnie”. To nie jest tak do końca typowe, że dzieci chcą robić to, co wymyślą dla nich rodzice…

EK: Mamy drugą firmę, w której też pracowałam. Tamta praca to było siedzenie cały dzień przy komputerze. To powoduje, że nawet wyjście na pocztę staje się atrakcją, a co dopiero wyrwanie się na dwunasto - hektarową działkę w środku lasu! To było tak fajne, że z wielką przyjemnością się w to zaangażowaliśmy. Cudowne było też patrzenie jak to wszystko się tworzy: od karczowania lasu, przez poplony, po posadzenie winnicy i wzrost krzewów. W pierwszym roku rosły tak niesamowicie, że przycinaliśmy je kilka razy. To wszystko niesamowicie cieszy.

EnoPortal: Co najbardziej lubisz w winiarstwie? A co jest dla Ciebie najtrudniejsze?

EK: Najbardziej lubię eventy winiarskie i wyjazdy – poznawanie ludzi. Najgorsza część to zdecydowanie papierologia, bo tego jest naprawdę ogrom.

EnoPortal: Kto to jest Hugo? Jaka jest jego rola w Winnicy Milsko?

EK: Jest Hugo i Hary - bracia z jednego miotu, gończe polskie. Hary nie lubi zdjęć, a Hugo zawsze przepięknie pozuje i dlatego tylko on pojawia się w mediach. Mieszkają w winnicy i bardzo dużo nam dają, czego się nawet nie spodziewaliśmy. Przez pierwsze dwa lata, kiedy psów jeszcze nie było, a były już owoce mieliśmy bardzo duże problemy z borsukami. Jest ich tu sporo. Nawet urządzały sobie walki między sobą na naszej działce. W pierwszym roku, kiedy krzewy miały tylko po dwie kiście, a owoce były nisko, to borsuki zjadły nam ze 20 – 25 % plonu. Odkąd są psy borsuki zniknęły. Dodatkowym plusem jest to, że odganiają ptaki. Psia trenerka zapewniła nas, że dla nich 12 ha to jest takie podwórko, które nie robi na nich większego wrażenia. Hugo i Hary są bardzo przyjaźnie nastawieni do ludzi. Tylko jak przyjeżdżają jakieś obce psy to zamykamy ich w kojcu, żeby nie było niepotrzebnych stresów. Klienci są już do nich przyzwyczajeni. Często gdy ich nie widzą to pytają co tam u Huga i Harego.

EnoPortal: Częścią Waszej pracy jest uczestnictwo w targach i festiwalach winiarskich, czyli bezpośredni kontakt z klientami – spotkania z ludźmi. Co wam to daje w wymiarze niematerialnym? Jak ważna dla winiarza jest energia innych ludzi, wymiana informacji i wrażeń z tymi, którzy piją Wasze wina?

EK: Na targach często spotyka się osoby, których bez tych targów pewnie nigdy by się nie spotkało. Te osoby czasem okazują się przedsiębiorcami. Próbują nasze wina, biorą ulotki, a potem, często nawet po kilku miesiącach dzwonią do nas z dużym zamówieniem.

Klienci przychodzą, próbują, mówią co im się podoba, a co nie. Wielu wraca, pyta czy jest coś nowego. Inni pytają o te wina, które już pili i które im smakowały. Rozmowa oczy w oczy z klientem jest bezcenna. Pozwala nawiązać więź.

EnoPortal: Co jest dla was bardziej satysfakcjonujące; wyróżnienia i nagrody w konkursach winiarskich, czy pozytywny odbiór Waszych win przez konsumentów?

EK: Myślę, że jedno i drugie na równi. To, że wino zdobywa uznanie osób, które znają się na winie to na równi cieszy z tym, że smakuje ono klientom, którym jest dedykowane. Medale i wyróżnienia dodatkowo pomagają trochę w dotarciu do klientów. Klienci trochę szukają medalowych win. Np. w Jaśle, gdzie na konkursie zdobyliśmy Championa naszym Solarisem, na Dniach Wina klienci przychodzili stricte po tego solarisa. Podobnie teraz w Poznaniu zdobyliśmy wyróżnienie w postaci kontraktu na zakup wina i klienci przychodzili i pytali, które to wino i chcieli go spróbować.

 

 

EnoPortal: Jesteście stosunkowo nową winnicą. Czy łatwo jest być nowym wśród tylu bardziej doświadczonych producentów?

EK: Dobrze jest być nowym. Klienci ciągle jeszcze łakną nowych winnic. Rynek dopiero się rozwija. Są już tacy, którzy mają swoje ulubione winnice i tylko u nich kupują. My też mamy już takich, swoich klientów, ale mimo wszystko większość chętnie próbuje nowości. Nie ma jeszcze przesytu winnicami.

Jeśli chodzi o winiarstwo w lubuskim to cały czas dążymy do tego, żeby coraz więcej się tutaj działo wokół wina. Winobranie to trochę za mało. Bardzo się cieszymy z imprezy otwartych piwnic winiarskich. To impreza, podczas której goście mogą nas odwiedzać w zabytkowych piwnicach winiarskich. Chodzą od piwnicy do piwnicy. Po kupieniu karnetu mogą degustować wina. Dodatkowo dostają specjalną mapkę, zawieszkę i kieliszek. Oprócz degustacji odbywają się spacery winiarskie z przewodnikiem. To bardzo fajna impreza enoturystyczna.

EnoPortal: Produkujecie wino w regionie o silnych tradycjach winiarskich, przez wielu konsumentów najmocniej kojarzonym w Polsce z winem. Czy świadomość bycia częścią lubuskiego winiarstwa pomaga i motywuje, czy może trochę deprymuje?

EK: To, że akurat tutaj jesteśmy to wielki atut. Region przyciąga klientów swoją winiarską historią, którą my teraz tworzymy na nowo. Cała ta otoczka dodaje kolorytu.

W miejscu, w którym rośnie nasza winnica, na starych mapach też jest winnica.              

EnoPortal: Niedawno w dużej sieci handlowej pojawiła się już druga z kolei Wasza etykieta. Jakie to uczucie widzieć swoje butelki na półce takiego sklepu?

EK: Bardzo fajne. To był ogrom pracy, bo pierwsza partia to było 24 tyś. butelek, druga 14,5 tyś. I za pierwszym i za drugim razem dodatkowo bardzo gonił nas czas. Do tego ogromny stres związany z dostawą. Kiedy palety wyjeżdżały od nas tirem ja siedziałam jak na szpilkach zastanawiając się czy dojedzie, czy nie dojedzie. Praktycznie nie mieliśmy nadwyżek na wypadek gdyby się coś stłukło. Dwa tygodnie po dostawie była premiera. Od razu poszliśmy do sklepu. Zobaczyć na półce butelki, z których każdą trzymaliśmy w ręku – ja miałam każdą w rękach trzy razy, to jest niesamowita radość i duma. I my i nasi znajomi chodziliśmy po sklepach, sprawdzaliśmy czy w każdym w Zielonej Górze jest… To bardzo fajne przedsięwzięcie i spotkało się z bardzo dobrym odbiorem.

EnoPortal: Konsumpcja wina w Polsce, mimo że ciągle rośnie to nadal jest bardzo mała na tle większości krajów Europy. Czy to, że polskie wina trafiają do szerszej dystrybucji w sieciach handlowych jest jednym ze skutecznych sposobów promowania go wśród konsumentów?

EK: Uważam, że to bardzo dobrze, że polskie wina trafiają do sieci handlowych. Klienci cieszą się z tego, że są w stanie je tam kupić. Coraz więcej osób dowiaduje się o polskich winach i ich szuka. Zawsze, gdy wiosną w programach informacyjnych pokazują materiały z francuskich winnic to mnie trochę śmieszy, bo to trochę tak jakby dziennikarze jeszcze się nie dowiedzieli, że w Polsce też mamy winnice i też miewamy podobne problemy.

EnoPortal: Plan realizacji Waszego przedsięwzięcia zakłada stopniowy rozwój. Czy po założeniu uprawy i wyposażeniu przetwórni czas na przygotowania zaplecza enoturystycznego? Co będziecie oferować Waszym gościom?

EK: Przy takiej inwestycji nie da się zrobić wszystkiego naraz. Dodatkowo pojawiła się pandemia - ograniczenia i chyba trochę takiego prywatnego stresu z tym wszystkim związanego. Ale już lada moment będziemy montować okna w sali degustacyjnej i będziemy działać. Będzie sala i dwa apartamenty dla enoturystów.

EnoPortal: Jakie macie jeszcze inne plany?

EK: Teraz skupimy się jeszcze na pracach porządkowych, żeby tutaj to wszystko zaczęło ładniej wyglądać i przestało przypominać głównie plac budowy. Będziemy jeszcze mieli lamy. Mój tato jako miłośnik zwierzaków będzie rozwijał kolejny poziom swojej pasji. Do tej pory mieliśmy tylko kury, kaczki i gęsi.

No i chyba na razie na tym zakończymy. Planów było, jest i pewnie będzie sporo, ale póki co wystarczy.

Winiarsko myślę jeszcze o winie musującym. Mamy już pierwsze próby. Nie metodą szampańską, bo na to na razie nie chcę się porywać. Prawdopodobnie na wakacje wypuścimy jakąś linię wina musującego frizzante.

 

 

Zdjęcia z archiwum Winnicy Milsko.